Taniej w podróży

 

Bądźmy szczerzy- do tej pory, głównie dzięki przemiłemu towarzystwu (Ola, Karolina, Rysiu pozdrawiam!), nasza podróż bardziej przypomina wczasy niż samotną wyprawę w nieznane (co rzecz jasna nas cieszy- w końcu trzeba wypocząć!) Jednak już z samej zasady ‚urlop’ wyklucza się ze skrupulatnie planowanym ‚budżetowym wyjazdem’. Jak zatem pogodzić turystyczne zwiedzanie Tajlandii i nie zbankrutować? 

Lekcja numer jeden- niczego nie rezerwuj, nigdy nie przedpłacaj

Już pierwszego dnia w Bangkoku przekonaliśmy się, że nasz hostel, choć najtańszy na Trip Advisor, był jednym z najdroższych w całym mieście. Jak się okazało przed sezonem miasto świeciło pustkami i zewsząd kusiły nas podobne oferty noclegu, tańsze nawet o 50%. Z rezerwacji nie mogliśmy się wycofać, z powodu wpłaconej jeszcze z Polski zaliczki (nasza rodzima przezorność..) Co gorsza, pomimo że Stolica Tajlandii nie ujęła nas swoim wdziękiem, nie mogliśmy zrezygnować z ostatniego dnia (zarezerwowane, zapłacone!) Mądrzejsi i z bagażem doświadczeń trafiliśmy na przecudna wyspę Koh Chang, gdzie o najlepszy nocleg pytaliśmy miejscowych oraz poznanych w podróży holenderskich backpackerów. Z taką pomocą trafiliśmy do raju- bungalow (prawie) nad samym morzem, basen, darmowe drinki, codzienne zachody słońca i piaszczysta plaża za 350 bahtów (35 zł) od naszej trójki.

SAMSUNG CSC
Koh Chang- basen w cenie noclegu

Lekcja numer dwa- jedz jak miejscowi i tam gdzie miejscowi

Tu wielkiego zaskoczenia chyba nie ma- jedzenie w Tajlandii jest bardzo tanie, pod warunkiem że jesz tak jak lokalni mieszkańcy. Tajowie z reguły nie gotują w domach, mieszkania nie są w większości wyposażone w kuchnie. Za to na ulicy panuje istne kulinarne El Dorado- niemal na każdym kroku można spotkać malutkie stoiska, każde oferujące inne przysmaki kuchni azjatyckiej- ryż na wszelkie sposoby, ichnie makarony, owoce morza, niezliczone warzywa, zupy, na ostro, na słodko, ulubiony przez nas „sticky pork” etc. itd. itp. Nawet Jasiek (jak wiadomo wiecznie głodny:) może się w ten sposób najeść za 3, góra 5 złotych. Należy wystrzegać się miejsc i dań przygotowywanych na styl europejski. Zwykła, smutna kanapka z chleba tostowego kosztowała nas 70 bahtów, a musli w ulubionej (taniej) knajpie, o zgrozo, 180!!

SAMSUNG CSC
„Pampuchy” wypełnione wieprzowiną

dużo pysznego mięska!
Dużo pysznego mięska!

Bazar w Chiang Mai
Bazar w Chiang Mai

Lekcja numer trzy- biurom turystycznym mówimy nie!

Wakacje wakacjami, ale podróżować warto na własną rękę. Na każdym rogu, czy to w Bangkoku, Chiang Mai czy na wyspie, stoi budka z ofertą zorganizowanego przejazdu w dowolnie wybrane miejsce. Pomimo kuszących haseł (The best price! The cheapest bus!) warto samemu wybrać się na dworzec i kupić bilet bezpośrednio od przewoźnika. Dobrym pomysłem jest również wypożyczenie skutera. Benzyna kosztuje grosze (ok. 3,5 zł za litr) i przy pełnym baku można samemu odwiedzić okoliczne atrakcje. Nam przy ok 3 litrach paliwa udało się przejechać ponad 150 km i zobaczyć m.in. usytuowaną w okolicy Chiang Mai świątynie Wat Phrathat Doi Suthep, górską wioskę plemienia Hmong i przepiękne Sticky Waterfalls.

SAMSUNG CSC
Wat Phrathat Doi Suthep
SAMSUNG CSC
Takie widoki tylko skuterem- wioska Hmong w okolicach Chang Mai

Lekcja numer cztery- jak taksówką to tylko z Taxi-Meter

Tajowie, pomimo swoich licznych zalet, mają jedną charakterystyczną cechę- lubią robić turystów w bambuko. Oczywiście nie wszyscy i nie wszędzie, a  przede wszystkim Ci żyjący z białych twarzy. Taksówkarze z reguły proponują turystom ustaloną z góry kwotę przejazdu, która nawet jak na polskie realia wydaje się przystępna (tylko 20 zł za przejazd na druga stronę Bangkoku?)  Jednak nie wolno dać się zwieść, po włączeniu licznika ta sama odległość wychodzi duuużo taniej.

Lekcja numer pięć- powściągliwość

Niestety, alkohol w Azji nie należy do najtańszych (oczywiście z wyjątkiem oferowanych na Koh Chang „free bucketow”, o czym później). Piwo zwykle kosztuje więcej niż posiłek, dlatego można sporo zaoszczędzić pijąc tylko wodę. Niestety, lekcja ta póki co nie została przez nas zaliczona, bo jak mówi stare przysłowie człowiek nie wielbłąd, a duży pyszny Chang jest pyszny i duży.

SAMSUNG CSC
Chang!

7 thoughts on “Taniej w podróży

  1. Bardzo praktyczne i potrzebne informacje z pierwszej ręki. Co ciekawe, tego wszystkiego nie znajdzie się raczej w przewodnikach po Tajlandii, gdzie próżno szukać wiarygodnych i prawdziwych rad na tanie podróżowanie. Myślę, że z tego bloga mogłaby w przyszłości powstać bardzo wartościowa i nieco inna od wszystkich książka podróżnicza.

  2. W wydaniu specjalnym Top Gear (kiedy budowali most na rzece Kwai) pili whiskey co się nazywało”Red Cock” i „Black Cock” (odpowiednio czerwony i czarny kogut).

    Jest tam coś takiego? :D

  3. Cóż, kogutów ani nie piliśmy, ani nawet nie widzieliśmy w sklepach. Pije się wprawdzie whiskey, głównie ze względu na cenę- najtańsze, czyli Lau Kau, kosztuje ok 10 zł. Jakość podobna do słabo przedestylowanego bimbru. Dobre łychy można kupić od 20 zł: Hong Thong, Blend (tę drugą pijemy właśnie teraz:).
    Niemniej jeśli znajdziemy gdzieś wspomniany trunek, z całą pewnościa cykniemy mu zdjęcie, specjalnie dla fanów Top Geara!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Musimy sprawdzić, czy nie jesteś robotem: