Socjalizm 2.0 na przykładzie Ho Chi Minh City

header

„GOOOOD MORNING, VIETNAM!!!”

Jak się okazuję, praca 7 dni/tydzień skutecznie wysysa z człowieka energię potrzebną, między innymi, do pisania notek na bloga. Ho Chi Minh City nie śpi i nie daje spać swoim mieszkańcom. Dziesięciomilionowe miasto tętni życiem: setki tysięcy skuterów codziennie przemierzają szerokie ulice targając na swych grzbietach Wietnamczyków, pracujących ustawowo od rana do nocy 6 dni w tygodniu. Wir miasta wciągnął nas błyskawicznie i równie błyskawicznie wymazał z naszego słownika pojęcie czasu wolnego. Tyle słowa wstępu i usprawiedliwienia opóźnień w publikacjach.

Porządek w Ho Chi Minh City

Do Sajgonu (dawna nazwa Ho Chi Minh City) przyjechaliśmy autobusem z Phnom Penh pod koniec listopada zeszłego roku. Pierwsza rzecz, która rzuciła się po przekroczeniu granicy w oczy, a wręcz po oczach raziła, to porządek. Dotyczy to nie tylko miasta, ale również kraju w ogóle. O tym jak jest w Kambodży można przeczytać tutaj. Wietnam w niczym nie przypomina swojego zachodniego sąsiada- w pierwszej chwili nie mogliśmy uwierzyć, że w państwie azjatyckim może być tak czysto (Tajlandia, którą odwiedziliśmy wcześniej, również do najczystszych nie należała). Na ulicach nie ma śmieci, lub jest ich mało, chodniki przede wszystkim SĄ, a do tego są czyste; miasta są dobrze zorganizowane zarówno komunikacyjnie jak i w kwestii zagospodarowania przestrzeni.

Zadbany trawnik na pasie zieleni w dystrykcie 2.
Zadbany trawnik na pasie zieleni w dystrykcie 2.
Nowoczesne wieżowce, szeroka ulica, wiadukty i zadbany trawnik - jasna strona Ho Chi Minh City
Nowoczesne wieżowce, szeroka ulica, wiadukty i zadbany trawnik – jasna strona Ho Chi Minh City

Czy Wietnamczycy śmiecą mniej od innych Azjatów? Absolutnie nie! Śmiecą jak szaleni, śmiecą sobie w najlepsze, ale nad ranem każdego dnia, na ulice Sajgonu wychodzą panowie z miotłami i sprzątają wszystkie odpadki. Panowie lubią sprzątać śmieci i co rano dają upust swoim hobbystycznym fantazjom, zamiatając tysiące kilometrów ulic? Nie, zatrudnia ich państwo. To samo państwo, które zatrudnia policjantów kierujących ruchem w godzinach szczytu, pracowników fizycznych przycinających żywopłoty i dbających o porządek na miejskich trawnikach, ekipy techniczne do naprawy wyrw w chodnikach itp. Z drugiej strony, nie kto inny, a właśnie państwo zatrudnia również rzesze urzędników zasiadających w setkach komitetów ludowych. W każdym razie, Ho Chi Minh City pozostaje najczystszym miastem, jakiego do tej pory uświadczyliśmy w Azji.

Pracownicy fizyczni zatrudniani przez państwo, dbają o to, aby trawa była odpowiednio zielona
Pracownicy fizyczni zatrudniani przez państwo dbają o to, aby trawa była odpowiednio zielona
Nieużywane tereny zostają konsekwentnie zabudowywane
Nieużywane tereny zostają konsekwentnie zabudowywane

Miasto różnic

Podobno Tajlandia jest krajem z wyjątkowo wysokim wskaźnikiem nierówności społecznej. Moim zdaniem, owa nierówność jest dużo wyraźnej widoczna w Wietnamie, a przynajmniej w Ho Chi Minh City. Tuż obok nowoczesnego drapacza chmur w dystrykcie pierwszym, zaraz za rogiem, za warsztatem, ciągnie się wąska uliczka kompletnie zastawiona straganami rybaków w przybrudzonych i podartych ubraniach. Widok uzupełniony jest zapachem niezliczonych ryb i owoców morza: tych świeżych, oraz tych już nadpsutych.

W dystrykcie drugim mieści się olbrzymia brytyjska szkoła, pod którą podjeżdża tyle Lexus’ów, że nie mają już gdzie parkować. Kilkaset metrów za przybytkiem edukacji, w bezpośrednim sąsiedztwie willi z basenem zamieszkanej przez Europejczyków, zaraz za krzakami po drugiej strony ulicy, mieszczą się slumsy z blachy falistej. Slumsy zamieszkane są przez grupę reprezentantów uboższej populacji Ho Chi Minh City oraz ich trzodę chlewną.

Pod nowym budynkiem szkoły publicznej w dystrykcie trzecim, czołga się sparaliżowany Wietnamczyk, którego nie stać na wózek. Jedną ręką podciąga tułów do przodu, a w drugiej ściska plik biletów na loterię typu lotto. Przechodnie kucają przy kalece, zabierają bilecik i zostawiają kilka tysięcy Dongów. Widać państwo opiekuńcze, wcale takie opiekuńcze nie jest. W poniedziałkowy poranek dzieci ukradkiem spoglądają na kalekę, ale muszą uważać na karcące spojrzenie nauczycielki. Śpiewają przecież hymn stojąc na baczność, a ich wzrok powinien być wlepiony we wciąganą na maszt flagę. Kalece nie przeszkadzają dzieci. Dzieciom nie przeszkadza kaleka. A poczciwy wujek Ho przygląda się tej scence z olbrzymiego portretu nad szkolną bramą.

Ho Chi Minh City: miasto różnic
Ho Chi Minh City: miasto różnic

Socjalizm niekonsekwentny

No właśnie. Bo państwo niby socjalistyczne, interesujące się losem mieszkańców, dbające o wspólne dobro i wspólną przyszłość. Ale służby zdrowia darmowej nie ma, inwalida nie dostaje wózka, a za studia trzeba płacić i to sporo. Edukacja wychodzi chyba drożej niż chorowanie, ale przecież chorować musi każdy, a studia to nowobogacka zachcianka mająca na celu upodlenie szlachetnej klasy pracującej. Wychodzi na to, że socjalizm kończy się na propagandowych plakatach oraz czystych trawnikach i chodnikach. Co i tak jest niezłym osiągnięciem jak na standardy południowo-wschodniej Azji.

Tranpsort rzeczny wciąż cieszy się olbrzymią popularnością w Ho Chi Minh City
Transport rzeczny wciąż cieszy się olbrzymią popularnością w Ho Chi Minh City

Sytuacja ekonomiczna jednostki

Bezrobocie w Wietnamie wynosi niecałe 3%, co jest wartością imponującą, zwłaszcza w odniesieniu do państw europejskich. Z dwumiesięcznych obserwacji, wnioskujemy, że jednostkom żyje się tutaj dość dobrze: jest praca, jedzenie jest stosunkowo tanie, bezdomnych się nie widuje, a na wyjazdy weekendowe nie trzeba oszczędzać, bo weekend trwa 1 dzień i tak czy siak nie zdąży się nigdzie pojechać. Niektórym żyje się lepiej (tym w Lexus’ach), a niektórym gorzej (tym czołgającym się z plikiem biletów w ręku), ale zdecydowana większość wiąże koniec z końcem. W trudnych chwilach wystarczy spojrzeć na plakat propagandowy, z którego uśmiecha się do nas zapracowany robotnik oraz szczęśliwy żołnierz. Jak oni dają radę to i ja dam! I życie trwa.

Kreska na komunistycznych plakatach propagandowych raczej nie ewoluowała przez ostatnie 30 lat
Kreska na komunistycznych plakatach propagandowych raczej nie ewoluowała przez ostatnie 30 lat

O ile komunizm w Europie, delikatnie mówiąc się „nie sprawdził”, o tyle wydaje się być w miarę sensownym rozwiązaniem w państwach azjatyckich. Wietnam jest czysty, Ho Chi Minh City jest olbrzymim, wcąż rozwijającym się i unowocześniającym miastem, a ludzie zdają się nie cierpieć głodu. Brzuch pełny – człowiek szczęśliwy. A czy warto się przejmować brakiem wolności słowa, łamaniem praw człowieka i pracownika oraz represjami wobec opozycji? Tę kwestię pozostawiam, Drogi Czytelniku, Tobie…

Niemy krzyk artysty ulicznego, wyrażony na muralu w mniej uczęszczanej części miasta
Niemy krzyk artysty ulicznego, wyrażony na muralu w mniej uczęszczanej części Ho Chi Minh City

 

Na deser: nocny skyline biznesowej części miasta
Na deser: nocny skyline biznesowej części miasta

4 thoughts on “Socjalizm 2.0 na przykładzie Ho Chi Minh City

  1. Piękne zdjęcia i obserwacje, jakie można poczynić żyjąc i pracując na miejscu. Szczególnie sugestywny opis sparaliżowanego sprzedawcy.

  2. Kurcze, a wydawało się, że Wietnam to kraj w miarę nieskażonego komunizmu, gdzie nie ma enklaw bogactwa i wszyscy mają kiepsko ale w miarę po równo. Tymczasem funkcjonariusze tegoż komunizmu są chyba jak widać klasą wyraźnie uprzywilejowaną. Komu w tym Wietnamie żyje się tak dobrze? I jak oni w ogóle odnoszą się do białych z Europy? Czy wzrusza ich, że jesteście przybyszami z bratniej niegdyś Polski, wspierającej dawniej ich rewolucję?

    1. Doświadczenie pokazuje, że komunizm w swojej „czystej formie” nie ma realnej szansy egzystencji w świecie XXI wieku. Wietnam to tylko potwierdza- tutejszy komunizm jest mocno „skażony” kulturą i gospodarką zachodu. Nie powiedziałbym, że funkcjonariusze komunistyczni są najbogatszą kastą ludzi. Wietnam jest coraz bardziej otwarty na zdobycze kapitalizmu i najbogatsi ludzie to po prostu wysoko postawieni managerowie zachodnich korporacji lub właściciele własnych biznesów. Co ciekawe natomiast, można zaobserwować swoistą równość na poziomie utrzymywania relacji pomiędzy klasami- sprzątaczka jest równą przyjaciółką nauczycielek, a parkingowy jest na „ty” z dyrektorem szkoły i w przerwach wpada do niego na kawę. W Polsce czegoś takiego nie uświadczyłem.
      Do białych z zachodu wszyscy odnoszą się z aż za dużym szacunkiem, czasem wręcz podziwem. Osobiście odnajduję to jako niekomfortowe, ale zakładam, że cała masa Europejczyków i Amerykanów wyleczyła tutaj swoje kompleksy.
      Nie szczególnie ich wzrusza, że jesteśmy z Polski. Edukacja w Wietnamie jest na poziomie azjatyckim, nie europejskim, więc słowa „Poland” nie rozumieją. Jak się powie „Ba Lan” („Polska” po wietnamsku), to coś im świta, ale i tak trzeba wyjaśniać, położenie kraju. Do tej pory, dwóch spotkanych Wietnamczyków widziało, że Polska była krajem komunistycznym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Musimy sprawdzić, czy nie jesteś robotem: