Miejska dżungla

małpa_marked

Kambodża jest jednym z najbiedniejszych państw na świecie, której PKB nie przekracza 16 MLD $ (dla porównania polskie wynosi 517 MLD $), a aż 30 % gospodarki opartej jest na rolnictwie. Nam jednak ten piękny kraj kojarzy się przede wszystkim z krajobrazem miejskim, zarówno tym nowoczesnym, jak stolica Phnom Penh oraz tym tradycyjnym spotkanym w ruinach miasta Angkor.

Echa przodków

„Angkor” znaczy po prostu miasto. Powstałe blisko 1000 lat temu, w okresie swojej świetności liczyło ok. milion mieszkańców (według przewodnika w Londynie mieszkało wówczas tylko 50 tys. osób). To jednak odległa przeszłość. Obecnie jest to muzeum, a raczej gigantyczny kompleks, na terenie którego znajdują się dziesiątki świątyń, miejsc kultu i ruin. Ciężko poznać Kambodżę bez choćby krótkiej wizyty w Angkor, mieście które jest prawdziwą dumą i symbolem Khmerów. Zarys największej ze wszystkich świątyń aglomeracji, Angkor Wat, znajduje się na fladze czy w logotypie największego browaru.

Jedna ze świątyń (tyle ich było..) w kompleksie Angkor
Jedna ze świątyń (tyle ich było..) w kompleksie Angkor

 

Płaskorzeźby w świątyni Angkor Wat
Płaskorzeźby w świątyni Angkor Wat

Angkor jest na prawdę imponujące. Pomijając walory architektoniczne, historyczne i estetyczne, największe wrażenie robi obszar na którym funkcjonowało miasto. Wystarczy napisać, że w trzy dni, przejechaliśmy na rowerze blisko 140 km, żeby dostać się do najważniejszych miejsc. Bardziej wygodni turyści (pupa bardzo bolała..) mogą zwiedzić miasto również tuk-tukiem, busem lub skuterem.

W sąsiedztwie świątyń toczy się normalne życie
W sąsiedztwie świątyń toczy się normalne życie

Bynajmniej nie jest to teren opustoszały. Na gruzach swoich przodków mieszkają tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy osób, trudzących się handlem (nawet w bramach świątyń namawiano nas na mały shopping), wypasem bydła czy różnego typu usługami. Początkowo budziło w nas to pewne zdziwienie, nawet lekkie oburzenie, dlaczego Kambodżanie nie mogą uszanować miejsca kultu swoich przodków. Jednak po czasie zrozumieliśmy, że Świątynie Angkor i sąsiadująca z nimi baza miejska Siem Reap to finansowa i emocjonalna Mekka dla każdego Khmera, prawdziwa żyła złota.

 

Sprzedawcy w bramach świątyni
Sprzedawcy w bramach świątyni

Samochodem nie próbuj

Oczywiście każde miasto w Kambodży jest wyjątkowe- Battambang czy Kampong Cham charakteryzuje kolonialna architektura, Phnom Phen pozostałości po czasach reżimu Czerwonych Khmerów, Kratie piękny widok na Mekong i chlupiące się w nim (legendarne) stada delfinów. Jedak chcąc najlepiej opisać te miejsca trzeba skupić się na zmiennej charakterystycznej dla każdego z nich- ruchu ulicznym.

I tak życie Europejczyka w Khmerskich miastach nie należy do najłatwiejszych. Weźmy na to Polak, przyzwyczajony do porządku, ładu, ogólnie znanych (lecz nie zawsze przestrzeganych) zasad ruchu drogowego na ulicach Phnom Penh ginie. Oczywiście jedynie w przenośni, lecz choćby chwila nieuwagi może się skończyć potrąceniem, przejechaniem, pogruchotaniem kości itp.

Ruch uliczny na przedmieściach Phnom Penh w godzinach szczytu
Ruch uliczny na przedmieściach Phnom Penh w godzinach szczytu

Ale po kolei. Ruch uliczny w Kambodży można opisać króko- niewyobrażalny chaos. Jeżdżąc palcem po mapie byliśmy dobrej myśli. Zaznaczone drogi krajowe, autostrady między największymi miastami wzbudzały uzasadnioną nadzieję sprawnego przemieszczania się po kraju. Za każdym razem w duchu, przed podróżą, obliczałam skomplikowane, matematyczne rachunki. Na przykład: z Siem Reap do Phnom Phen jest 300 km, będziemy jechać średnio jakieś 60 km/h, łapiemy pierwszy autobus- będziemy po jakiś 5 godzinach! Obiad już Phnom Phen! Po kilku dniach zweryfikowałam te obliczenia- z Siem Reap do Phnom Phen jest 300 km.. będziemy jutro! Śniadanie w Phnom Phen! Drogi tylko na niektórych odcinkach są asfaltowe. W większości są to po prostu ubite z piachu szosy, nad którymi unoszą się tumany kurzu (nieustępujące w ograniczaniu widoczność smoleńskiej mgle), okropnie dziurawe z uwagi na natężony ruch. Taki stan nawierzchni niewątpiliwie doprowadziłby w Polsce do masowych zamieszek, a przynajmniej do blokady Parlamentu zorganizowanej przez wszystkie stowarzyszenia pozarządowe. Kambodżaninom to najwraźniej tak bardzo nie przeszkadza- godna podziwu pogoda ducha!

Co się tyczy przepisów, panuje jedna, nadrzędna zasada- pierwszeństwo mają silniejsi. Ciężarówki, autobusy, samochody dostawcze, wszystkie te pojazy śmiało prują do przodu. Przemiły Pan (do tego policjant!), którego złapaliśmy na stopa, wyprzedzając swoim pick upem trąbił na wszystkie jadące z na przeciwka skutery i mniejsze samochody, skutecznie zmuszając je do zjechania na pobocze.. Na większe zresztą też trąbił, jednak proporcjonalnie do rozmiarów przeciwnika jego skuteczność malała.

W miastach jest jeszcze ciekawiej. Tam najgorzej mają rowerzyści i piesi, na których nikt, ale to absolutnie nikt nie zwraca uwagi. Pieszy na ulicach (i na chodnikach) Phnom Phen musi kluczyć w strumieniu nadjeżdżających ze wszystkich stron samochodów, skuterów i tuk-tuków (nasz rekord w przejściu przez ulicę szerokości Powsińskiej wyniósł 7 minut). Trzeba jednak przyznać, że Khmerowie radzą sobie w tych warunkach znakomicie, mając świetną podzielność uwagi. Być może jest to spowodowane tym, że od najmłodszych lat przemieszczają się na skuterach, na rękach rodziców jako paromiesięczne oseski, na kierownicy, na kolanach, czy stojąc w nogach pojazdu. Nie zauważylismy ani jednej szkoły jazdy, więc domyślamy się, że egzaminem na prawo jazdy jest przejechanie miasta w godzinach szczytu- bezwypadkowo: zdany, w przeciwnym razie: do powtórki.

 

Otres Beach
Otres Beach

Zmęczeni miastem, wybieramy wybrzeże, gdzie przez co najmniej kilka najbliższych dni nie zbliżymy się do żadnej szosy. Zbieramy siły przed Wietnamem gdzie na drogach ma być jeszcze weselej. Ciao!

6 thoughts on “Miejska dżungla

    1. Małpa jest jak najbardziej prawdziwa. Jest ich tutaj sporo – najwięcej naliczyliśmy na wyspie Ko Chang w Tajlandii. Czasami tak gęsto okupowały ulice, że strach było przejść obok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Musimy sprawdzić, czy nie jesteś robotem: