Krwistoczerwony odcień Kambodży

 

header_marked

Budzę się z przerażeniem i od razu zrywam do pozycji siedzącej. Z wyjątkową czujnością i uwagą przyglądam się najbliższemu otoczeniu. Wszystkie mięśnie samowolnie się napinają, a po plecach cieknie strużka lodowatego potu. W bungalowie jest dość ciemno, ale przez nieszczelny dach wpada odrobina księżycowego światła, więc zmysł wzroku nie stał się kompletnie bezużyteczny. W pełnym skupieniu wypatruję tego, co zbudziło mnie z błogiego snu. Jest! Coś przemknęło po górnej belce biegnącej wzdłuż pomieszczenia. Zwierzę wielkości kota, tym razem bezszelestnie i z zadzwiającą predkością znów mignęło mi przed oczami na wysokości wspomnianej belki. Pomimo wytężonej uwagi nie zauważam kolejnego ruchu tej nocy. Zasypiam pełen obaw i zainteresowania.

Druga noc w nadmorskim bungalowie na wybrzeżu Kambodży. Tym razem pod poduszkę wkładam latarkę. Nieproszony lokator znów budzi mnie w środku nocy, tym razem niestety nie udaje mi się go zobaczyć, a jedynie usłyszeć jak umyka w popłochu na skutek nagle włączonego światła. W mojej głowie rodzą się pytania: co to za zwierzę? może opos? nieee, tu chyba nie ma oposów. Może mangusta?! Tak, to na bank jest mangusta! Nasz sublokator to niesamowity ssak, znakomicie polujący na szczury i myszy, twarde małe zwierzątko, któremu nawet ugryzienia kobry nie są straszne. Niezapowiedziany gość zamieszkał w naszym domku w celu obrony ludzkich istot przed wstrętnymi gryzoniami i niebezpiecznymi wężami! Tej nocy zasypiam spokojnie, bez żadnych obaw, ale wciąż nie mniej zainteresowany. Trzeciej nocy, nic nie zmąciło spokoju mojego odpoczynku. Mając dzielną mangustę jako obrońcę, oboje spaliśmy snem sprawiedliwego.

Noc czwarta i ostatnia. Budzi mnie dźwięk rozszarpywanych plastikowych opakowań. „Spokojnie, to tylko nasza dzielna mangusta chce skubnąć odrobinę zgromadzonych przez nas zapasów żywności” – myślę sobie. Zaraz zaraz, przecież mangusty nie jedzą ciastek owsianych… Zapalam światło i ku mojemu rozczarowaniu i przerażeniu, wyidealizowana mangusta mająca nas bronić przed zagrożeniami khmerskiej dżungli okazuje się być szczurem. A w zasadzie kilkoma szczurami. Brzydkimi, brudnymi, wstrętnymi, nie-idealnymi szczurami, które właśnie teraz  naprzemiennie dobierają się do wałówki ułożonej 30 cm od naszych stóp. Przeganiam szczury, zapalam światło, a jedzenie chowam do „safety box’a”. Jeśli myśleliście, że metalowe skrzynki, które można uświadczyć w niektórych pokojach hostelowych mają ochronić wasze cenne przedmioty przed złodziejami to byliście w błędzie. W tym przypadku, skrzynka została, jak sądzę ustawiona w bungalowie, żeby lokatorzy mogli uchronić swoją żywność przed gryzoniami. Szczury widzimy jeszcze kilkakrotnie tej nocy, przebudzając się co 20 minut na skutek hałasu wydawanego przez wstrętne ssaki, śmiało poszukujące podle ukrytego przed nimi pożywienia.

 

safety_marked
„Safety box”; zamiast kłódki, złamana szczoteczka – przeciwko szczurom wystarczy

Dlaczego w Kambodży jest tyle szczurów? Dlaczego jest tak brudno? Dlaczego ludzie żyją w syfie, nieustannie go tworząc i pomnażając w swoim najbliższym otoczeniu? Dlaczego nic nie jest tak jak być powinno w cywilizowanym kraju, dlaczego policja jest skorumpowana i kwitnie handel narkotykami, dlaczego panuje wszechobecny burdel i plastikowa butelka wyrzucona przez kogoś na środku kompleksu bungalowów leży tam od 4 dni? I wreszcie, dlaczego Kambodża jest jednym z najgorzej rozwiniętych państw na świecie, podczas gdy jej najbliżsi sąsiedzi radzą sobie wcale nieźle? Otóż między innymi dlatego, że przez kilka lat kraj trwał w quasi-komunistycznym reżimie Pol Pota.

 

Syf w okolicy wioski rybackiej
Syf w okolicy wioski rybackiej
Syf w okolicy przydrożnej knajpki
Syf w okolicy przydrożnej knajpki

Czerwoni Khmerzy

Ale od początku. Historia władzy w Kambodży jest dość skomplikowana i ciężko ją w pełni zrozumieć. Oszczędzę Ci, Drogi Czytelniku, parafrazowania Wikipedii i odeślę bezpośrednio do niej, w celu zapoznania się z tematem: link. W skrócie, po rządach dobrego króla Sihanouka, władzę na skutek zamachu stanu objął brutalny, anty-wietnamski Lon Nol. Nola bohatersko obalił Pol Pot wspierany swoją drogą przez wspomnianego Sihanouka. Sihanoukowi nie wyszło na dobre popieranie późniejszego zbrodniarza, ponieważ po roku reżimu, został objęty aresztem domowym. Tutaj zaczyna się historia właściwa, czyli rządy Pol Pota ciągnące się od 1975 do 1979. Wspomniany tyran nazywał się tak naprawdę Saloth Sar, a „Pol Pot” był jego pseudonimem oznaczającym termin „Political Potential”. No faktycznie, olbrzymi potencjał polityczny drzemał w tym, tfu, człowieku…

 

Tuol Sleng
Tłumaczenie zasad obowiązujących więźniów Tuol Sleng

Dlaczego nazwałem ustrój Pol Pota reżimem quasi-komunistycznym? Otóż dlatego, że o ile pozornie założenia reżimu Demokratycznej Kampuczy faktycznie pokrywały się z doktryną komunizmu, o tyle w moim pojmowaniu tej sytuacji, Pol Pot wcale nie dążył do utworzenia, na skutek dyktatury proletariatu, bezklasowego społeczeństwa. Dążył do holistycznego i niezwykle brutalnego upodlenia całego narodu Khmerów, oraz do eksterminacji sporej jego części. Nie jestem w stanie uwierzyć, że Salothowi Sarowi przyświecały jakieś głębsze idee. Oczywiście po latach, oprawca wycierał sobie gębę próbą ochrony państwa przed wietnamizacją, czy innym podobnym bełkotem, ale moim zdaniem taki argument można postawić obok hitlerowskiej „przestrzeni życiowej”. Pol Pot siłą wyrzucił mieszkańców miast na tereny wiejskie i lokował ich w tzw. kolektywnych gospodarstwach rolnych, gdzie byli zmuszani do wyczerpującej pracy. Pieniądze i własność prywatna zostały zdelegalizowane, więc ludzie nie mogli nawet nabyć  jakiegokolwiek pożywienia. Wydawanie pokarmu wyglądało następująco: cały kolektyw (zazwyczaj kilkaset osób) zbierał się o określonej godzinie w określonym miejscu, gdzie wydawany był posiłek. Dwa razy dziennie, sterroryzowani Khmerzy otrzymywali ryż, lub ryż z warzywami i wracali do morderczo ciężkiej pracy na polu, której de facto nawet nie umieli poprawnie wykonywać – byli przecież miejskimi przesiedleńcami.

 

Tuol Sleng
Odrutowany budynek więzienia Tuol Sleng

Tuol Sleng i Pola śmierci

Masa ludzi ginęła z przemęczenia i niedożywienia, ale dla reżimu to było za mało. Każdy kto mówił w obcym języku, nosił okulary, bądź miał „zbyt delikatne ręcę”, stanowił potencjalne zagrożenie dla rewolucji i zasługiwał na śmierć albo przynajmniej na brutalne przesłuchanie i tortury. Na skutek wybicia połowy zębów i zerwania połowy paznokci, podejrzany przyznawał się do zarzucanych mu zbrodni przeciwko reżimowi i z czystym sumieniem można było go zabić. Przecież jedno z ulubionych haseł Pol Pota to: „better to kill an innocent by mistake, than to spare an enemy”. Inny slogan, nawiązujący rozbijania główek malutkich dzieci o drzewa, brzmiał: „To dig up the grass, one must remove even the roots”. Tortury i przesłuchania odbywały się w szkole w Phnom Penh, przerobionej na więzienie Tuol Sleng (S-21), a masowych mordów dokonywano na polach śmierci kilka kilometrów od stolicy. Ludobójstwa popełniano wyjątkowo brutalnie za pomocą różnych urządzeń: od młotków, poprzez bagnety, kije, metalowe pręty i siekiery, nawet po ostro zakończone fragmenty kory palmowej. Byleby nie zabijać z broni palnej – naboje są przecież za drogie. Oczywiście zarówno więzień jak i miejsc masowych mordów było w kraju dużo więcej, nie mniej dwa wspomniane obiekty są udostępnione turystycznie. Oba odwiedziliśmy i oba robią ogromne wrażenie. Po więcej informacji na temat Czerwonych Khmerów, zapraszam tutaj.

 

Tuol Sleng
Klasy przerobione na sale więzienne z celami o powierzchni 2 m. kw.
Tuol Sleng
Zbiorcze kajdany zakładane na nogi 4 – 5 więźniów
Tuol Sleng
Zdjęcia wykonywane więźniom Tuol Sleng po egzekucji
Pozostałości masowego grobu na polach śmierci
Pozostałości masowego grobu na Polach śmierci

Rozliczenie

Po latach reżimu komunistycznego, do Kambodży wkroczyły wojska Wietnamu, teoretycznie w celu obalenia Pol Pota. Uformował się prowietnamski rząd, tyran został obalony, ale państwo wciąż nie zaznało spokoju. Do końca lat 80. Kambodża targana była wojną domową, a Czerwoni Khmerzy ukrywali się przy granicy z Tajlandią, w prowincji Pailin.

Kraj Khmerów, jak wiele państw, ma problem z rozliczeniem swojej przeszłości. Sam Saloth Sar zmarł w 1998 jako wolny człowiek (na kilka miesięcy przed śmiercią został umieszczony w areszcie domowym), a procesy czterech kolejnych, najwyżej postawionych osób reżimu zaczęły się dopiero w roku 2011! Jedyny osądzony do tej pory morderca to Kaing Guek Eav, który pełnił w czasie rządów Pol Pota funkcję naczelnika więzienia Tuol Sleng (S-21). Wyrok zapadł w 2010 roku, co oznacza, że naczelnik więzienia cieszył się wolnością aż 30 lat po obaleniu reżimu. W opinii publicznej wyraża się przekonanie, że trwające procesy pozostałej czwórki wysoko postawionych zbrodniarzy utknęły w martwym punkcie. Wielu obecnie rządzących Kambodżan podejrzewanych jest o współprace z reżimem, co za tym idzie, niektórym ludziom nie byłoby na rękę, gdyby pewne ukrywane informacje ujrzały światło dzienne. Poza tym, każdego z czterech oskarżonych broni po kilku adwokatów (m.in.amerykańskich i francuskich). Zważając na ich zaawansowany wiek, prawdopodobnie cała czwórka umrze spokojną śmiercią niewinnego człowieka, zanim którykolwiek z procesów się zakończy.

 

Bransoletki pozostawione na płocie masowego grobu jako wyraz szacunku
Bransoletki pozostawione na płocie masowego grobu jako wyraz szacunku (Pola śmierci)
Czaszki wydobyte z masowych grobów
Czaszki wydobyte z masowych grobów

Pol Pot wymordował 1/4 narodu, w tym prawie całą inteligencję. Następnie, przez kilkanaście lat kraj targany był wojnami domowymi i niepokojami związanymi ze wschodnim sąsiadem. Trudno więc się dziwić, że Kambodża jest gorzej rozwinięta niż jej sąsiedzi. Khmerowie dopiero powoli uczą się utrzymywania porządku, czystości i ogólnej organizacji w miastach i poza nimi. Przykładowo, stare opony (zamiast wyrzucać do lasu) wywleka się tutaj na drugą stronę, łączy ze sobą i wykorzystuje jako śmietniki na ulicy, co doskonale obrazuje jak skutecznie można przekuć słabość w siłę. Państwo rozwija się bardzo szybko i z roku na rok drastycznie wzrasta wskaźnik PKB, można więc śmiało żywić nadzieję, że za 10 lat kraj w pełni stanie na nogi, w miastach będzie porządek, a każdego roku mury uczelni opuszczać będą setki wykształconych absolwentów. Tak trzymać Khmerowie!

 

Jedyna rzecz, której Pol Pot nie był w stanie zniszczyć – naturalne piękno krajbrazu Kambodży; wodospad w okolicach Kampotu

4 thoughts on “Krwistoczerwony odcień Kambodży

  1. Ciekawy artykuł, dużo mówiący o dzisiejszej Kambodży. Ale czegoś w nim brakuje – zdjęcia mówią dużo, jednak nie wszystko. Niech Autor koniecznie napisze jak dziś wyglądają te miejsca związane ze zbrodniami Pol Pota, czy to są teraz atrakcje turystyczne, czy raczej miejsca pamięci, i jakie miał wrażenia kiedy je zwiedzał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Musimy sprawdzić, czy nie jesteś robotem: