Jak podróżować po Birmie

Birma jest krajem, który pomimo niemowlęcego poziomu rozwoju turystyki, oferuje odwiedzającym mnogość różnorodnych środków transportu o bliskim i dalekim zasięgu. Niektóre z nich są tanie, powolne i niewygodne, niektóre są drogie, szybkie i wygodne, a inne natomiast potrafią być drogie, dość szybkie i ekstremalne niewygodne (w gratisie przewoźnik dodaje pakiet panicznego lęku o swoje życie). Jedno jest pewne – transport w Birmie nie odbiega poziomem od tego w reszcie regionu, a już napewno nie w kwestii zróżnicowania. Poniższej oceny dokonałem korzystając z trzech różnych wskaźników, a ocen dokonywałem (bardzo subiektywnie) w skali od 1 do 5 gwiazdek.

(Wpis produkcji Jaśka, opublikowany z profilu Zuzy ze względu na problemy techniczne)

Autobus upper class

Cena: **
Wygoda: *****
Szybkość: *****

Nocnym autobusem wyższej klasy zdarzyło nam się jechać raz i to przez przypadek. Jako szanujący się podróżnicy budżetowi nie śmielibyśmy z własnej woli skorzystać z autobusu o podwyższonym standardzie. Na skutek jakiegoś zamieszania w biurze przewoźnika, po nabyciu biletów na autobus „standard class”, umieszczono nas w autobusie o klasę bogatszym. Obsługa pojazdu pozostawała głucha na nasze zaciekłe protesty, którym towarzyszyły zaniepokojone spojrzenia wypatrujące rozklekotanego starego autobusu bez klimatyzacji. Wbrew naszej woli, zmuszeni byliśmy podróżować na trasie Yangon – Kalaw autobusem, nie bójmy się użyć tego określenia, luksusowym. Bardzo szybko okazało się, że jednak nie żałujemy takiego obrotu wydarzeń. Pomijając kwestię działającej klimatyzacji i tego, że obsługa wyposażyła nas w kocyki, poduszki, wody i ciastka, to siedzenia w tym pojeździe były szerokie na tyle, że w jednym rzędzie mieściły się jedynie trzy. Podróż minęła nam wyjątkowo przyjemnie, gdyż całą ją przespaliśmy. Rano czuliśmy się wypoczęci tak samo jak po nocy w bardzo przyzwoitym hostelu. Koszt: 13 $ (oryginalna wartość biletu to 18 $; gdyby przyszło nam tyle zapłacić w polu „cena” znalazła by się tylko jedna gwiazdka)

Autobus ekspresowy

Cena: ***
Wygoda: ****
Szybkość: *****

Autobusem w opcji „ekspres” przemierzyliśmy trasę powrotną z Meiktili do Yangonu. Przy tej okazji, również dopisało nam szczęście, choć w zupełnie mniej losowej formie – nasze szczęście polegało na tym, że znaliśmy kilku mieszkańców miasta. Znajomy mnich, poproszony o pomoc, zadzwonił na dworzec i zarezerwował nam miejsca w autobusie, dzięki czemu udało nam się uniknąć oszustwa, o które naprawdę nietrudno w Azji. Autobus mieścił co prawda cztery siedzenia w jednym rzędzie, ale był i tak absolutnie wystarczająco komfortowy. Klimatyzacja + woda i ciastka daje wrażenie prawdziwego luksusu w Birmie… Luksusu za 10 $ od osoby.

Autobus lokalny

Cena: *
Wygoda: **
Szybkość: *****

Zdecydowanie najgorsze doświadczenie transportowe w Birmie. I nie mam tu na myśli kwestii wygody, czy dzielenia autobusu z Lokalesami – pierwsze obniżamy zazwyczaj do minimum w celu jednoczesnego obniżania kosztów, a drugiego łakniemy jak nikt inny. Autobusem lokalnym jechaliśmy w Kalawu do Hsipaw i był to drugi środek transportu z jakiego skorzystaliśmy. Do tematu podeszliśmy profesjonalnie i po solidnym researchu biur oferujących bilety autobusowe wybraliśmy najtańszy autobus w opcji ekspresowej. Jechaliśmy w nocy, więc zależało nam na sensownych warunkach podróży żeby wyrwać Morfeuszowi chociaż kilka godzin snu. Bilety kupiliśmy u Nepalczyka (jego rodzina od trzech pokoleń żyje w Birmie…), który wydawał się być przyjemny i pomocny, a okazał się być podły.
Autobus spóźnił się klasycznie około godziny, a gdy go ujrzeliśmy ciśnienie podskoczyło nam dwukrotnie. Pojazd nie nosił żadnych znamion autobusu ekspresowego, a już na bank nie w birmańskim pojmowaniu tego terminu. Oczom naszym ukazał się surowy lokalny autobus, z szeroko otwartymi oknami i masą Birmańczyków w środku. Podły Nepalczyk powinien był dostać w zęby, a my powinniśmy byli odzyskać nasze pieniądze. Niestety czas nas naglił, przez co podły Nepalczyk zachował swoje zęby, a my nie odzyskaliśmy pieniędzy za bilety. Zapakowaliśmy się do autobusu i starając się nie upaść kompletnie na duchu wmawialiśmy sobie, że to fajne doświadczenie itp.
Niestety z fajnymi doświadczeniami jest tak, że są one fajne, gdy je się planuje. Fajne doświadczenie przestaje więc być fajne, w momencie gdy na skutek jego „fajności” nie mrużysz oka przez całą noc, a na następny dzień masz zaplanowane zwiedzanie miasta. Doświadczenie traci też status fajnego, tym bardziej kiedy nie możesz spać dlatego, że siedzący obok Ciebie Birmańczyk też nie śpi. Siedzący obok Ciebie Birmańczyk nie śpi, bo rzyga i charcha czerwonym liściem do plastikowej torebki zawieszonej 40 cm od twojej twarzy. Mało fajnie jest też kiedy nie możesz spać z powodu rajdowych upodobań kierowcy rozklekotanego autobusu. Co prawda jedziesz szybko, więc szybciej dojedziesz na miejsce, ale wyprzedzanie dwóch autobusów pod rząd na zakręcie górskiej serpentyny sprawia, że odczuwasz nagle przemożną ochotę spisania testamentu. Kolejną sytuacją, w której robi się mało fajnie jest moment zamknięcia wszystkich okien przez kierownika pojazdu, bo „odpalamy klimę”. Klima nie działa, rzygi z siatki zaczynają coraz bardziej śmierdzieć, a okna pozostają zamknięte. Powyższe kwestie złożyły się na ogólną „niefajność” autobusu, za którą przyszło nam zapłacić 15 $ od osoby.

Pociąg

Cena: *****
Wygoda: ***
Szybkość: *

SAM_5272_marked
Trasa przebiega przez malownicze wiejskie tereny
SAM_5358_marked
Wnętrze pociągu

 

Przejazd pociągiem był z kolei doświadczeniem bardzo fajnym i zaplanowanym. Pojazd szynowy pokonuje trasę 120 km dzielącą Hsipaw i Maymyo około 6 godzin. Większość trasy przebywana jest w tempie tak powolnym, że byłem niemal pewny iż wyskoczenie z pociągu, sprint po piwo do pobliskiego sklepu i powrót do pociągu nie stanowiłoby problemu. Oczywiście nie spróbowałem, ponieważ akurat nie miałem ochoty na piwo, ale gdybym miał, to z pewnością dowiódłbym tej tezy. Jeśli chodzi o wygodę, to ten środek transportu oferuje podróżnym dwie klasy. My oczywiście skorzystaliśmy z tańszej i gorszej, więc siedzieliśmy na drewnianych ławkach, a pod nogami mieliśmy ułożonych kilkanaście podkładów kolejowych, tak „na wszelki wypadek”. Zawsze byłem zwolennikiem pociągów, aniżeli autobusów, ze względu na możliwość rozprostowania nóg, krótkiego spaceru, itp. w tych pierwszych. Stąd też, pomimo surowych drewnianych ławek, w wygodzie są aż trzy gwiazdki. Pomijając kwestię powyższych trzech wskaźników, pociąg był chyba najprzyjemniejszym środkiem transportu jakim zdarzyło nam się jechać po Birmie. Mijane wioski, „dotknięcie” prawdziwej Birmy i oszałamiające widoki (zwłaszcza z wysokiego na kilkaset metrów mostu łączącego dwie strony doliny) złożyły się na wspaniale spędzone kilka godzin. Cena biletu na drugą klasę to 1$.

SAM_5346_marked
Poczekalnia
SAM_5345_marked
Profesjonalny punkt sprzedaży biletów

Pick-up truck

Cena: ****
Wygoda: *
Szybkość: ***

SAM_5416_marked
„Na pace” bywa tłoczno…

Chyba najmniej wygodna opcja poruszania się po Birmie. Łączy w sobie twardość siedzeń pociągu i lęk o własne życie autobusu lokalnego. Pick-up’em jechaliśmy z Maymyo do Mandalay i przebyliśmy ten odcinek dość szybko. Dodatkowym bonusem tego rozwiązania jest fakt towarzystwa podróży, na które składają się jedynie Birmańczycy. Odnosi się więc wrażenie wnikania wgłąb lokalnej kultury i społeczności. Bardzo niewygodnie, ale dość szybko i prosto do celu za jedyne 2,5$ od osoby.

Pan na pace
Pasażer pick-up truck’a częściowo skąpany w promieniach słońca

Każdy z powyższych środków transportu ma swoje plusy i minusy, wobec czego nie żałujemy wyboru żadnego z nich. Gdybym jednak musiał uznać któryś za najlepszy, to w ogólnym rozrachunku wygrywałby pociąg. Ostatnie miejsce bezapelacyjnie zająłby autobus lokalny. Warto jednak wziąć pod uwagę, że oceny te dokonywane są w moim subiektywnym odczuciu i złożyły się na nie nasze osobiste doświadczenia. W każdym razie uważam, że odwiedzając obcy kraj, zawsze warto spróbować możliwie wielu opcji, co pozwoli na lepsze i głębsze wniknięcie w miejscową kulturę.

SAM_5381_marked
Na deser: most na trasie między Hsipaw i Maymyo

2 thoughts on “Jak podróżować po Birmie

  1. Ale ten most na deser straszny! A podły Nepalczyk już dziś wskakuje na listę najgorszych szwarccharakterów Azji. Perfidny typ. Ale jedno doświadczenie więcej…

  2. Wpis świetny. Może jeszcze będzie się wam chciało zrecenzować jazdę wierzchem? ;)
    Ostatnie zdjęcie wymiata – z sercem w gardle i WTF na twarzy, chcę przejechać przez ten most!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Musimy sprawdzić, czy nie jesteś robotem: